Rośnie rozpoznawalność polskich marek za granicą. Szczególnie tych z branży kosmetycznej, meblarskiej i spożywczej

Udostępnij artykuł
Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on skype
Skype
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email

Niektóre polskie marki są nawet lepiej rozpoznawalne za granicą niż w kraju!. Coraz ważniejsze – obok uplasowania produktów „made in Poland” na zagranicznych rynkach – staje się również promowanie marek.
W Polsce działa około 60 tys. firm uzyskujących przychody z eksportu. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w ubiegłym roku polskie produkty trafiły do 218 krajów na całym świecie. Nadal blisko 80 proc. polskiego eksportu trafia przede wszystkim na rynki Unii Europejskiej.
– Największe polskie marki to te, które są w stanie pod swoim szyldem konkurować na rynkach zagranicznych. W transporcie, kosmetykach i branży meblarskiej są znane polskie marki, które sprzedają swoje produkty pod swoją nazwą – mówi Arkadiusz Bąk, wiceminister gospodarki w 20015r. – Mamy dosyć dużo takich firm, które już unormowały swoje pozycje związane ze znakiem towarowym poza granicami. Co ciekawe, są nawet takie firmy, co do których często nie mamy świadomości, że są polskie marki.
Wspieranie polskich marek na zagranicznych rynkach jest jedynym z zadań resortu gospodarki. Dotyczy to m.in. ich udziału w różnego typu targach, eventach promocyjnych czy misjach gospodarczych. Jak podkreśla wiceminister, to działania, które mają utożsamiać markę polskiej gospodarki z tymi produktami.
Największy potencjał eksportowy dla polskich produktów ma Unia Europejska, gdzie w niektórych krajach nasze artykuły muszą konkurować nie tylko samą ceną.
– Na rynkach wysoko konkurencyjnych, takich jak Niemcy, Włochy czy nawet Czechy rywalizuje się nie ceną, lecz jakością produktów. Eksportujemy do tych krajów dosyć dużo, a nasze marki cieszą się tam uznaniem – dodaje Bąk.
Takie firmy jak Maspex, LPP, Inglot czy Fakro znane są już nie tylko w Europie. Ministerstwo Gospodarki stawia w swoich działaniach coraz większy nacisk również na rynki pozaeuropejskie. Przykładem są istniejące już programy, jak Go China czy Go Africa.
Grant Thornton prognozuje, że dla polskiego eksportu coraz większe znaczenie będą mieć rynku poza UE. Najmocniej wzrośnie rola odbiorców z Ameryki Północnej i Południowej – sprzedaż na tamte rynki do roku 2020 ma wzrosnąć o 45,3 proc. Eksperci szacują również, że dynamika polskiego eksportu wyniesie w ciągu najbliższych 5 lat ok. 5,2 proc. rocznie.
– Mamy już pierwsze sygnały, że również w Afryce i Azji zyskują uznanie firmy sprzedające produkty pod marką polską. Do tej pory stosowaliśmy raczej kooperację z tamtejszymi przedsiębiorstwami czy globalnymi firmami, ale teraz nasze marki też są w stanie konkurować w wybranych sektorach – uważa Arkadiusz Bąk.
Jak podkreśla, uplasowanie polskiej marki na zagranicznych rynkach jest procesem długim i trudnym.
W 2019 r. wartość polskiego eksportu przekroczyła 30 mld euro(!)

ZA PORTALEM „MARKETING-BIZNES.PL”:

Na półkach sklepowych i ulicach jest mnóstwo produktów i szyldów marek o swojsko brzmiących nazwach. Jednak nie wszystkie są w rękach polskich przedsiębiorców. Mimo niejednokrotnie długoletniej historii pełnej sukcesów sporo polskich firm zostało wykupionych przez zagraniczny kapitał. Taka transakcja to często forma uznania dla danej marki – gigantyczne światowe koncerny nie interesowałyby się produktem bez potencjału i niskiej jakości. Spójrzmy, które polskie przedsiębiorstwa i z jakich branż, nie są już polskie.

Branża spożywcza
Amino, producent koncentratów, zup błyskawicznych i przypraw, powstał w Poznaniu w 1968 roku. Aktualnie należy do brytyjsko-holenderskiego koncernu Unilever po fuzji z 2000 roku. Kamis w 2011 roku podzielił swój biznes i sprzedał część przyprawową i musztardową spółce McCormick za 830 mln złotych. Na rynku przypraw, zupek i sosów także Winiary, założony podczas II wojny światowej, należy teraz do zagranicznego koncernu – szwajcarskiego Nestlé. Kolejna marka z podobnej branży – Pudliszki, zajmujący się przetwórstwem owocowo-warzywnym, wchodzi obecnie w skład Heinz, amerykańskiej spółki. Krakus, Morliny, Berlinki, Morlinki, Mazury, Yano, PEK – znane marki produktów mięsnych należą do Animexu, a ten z kolei od 1999 roku jest częścią amerykańskiego Smithfield Foods, który od 2013 jest własnością chińskiej grupy WH Group. Producent soków Hortex będący na rynku od 1958 roku jest teraz w rękach Argan Capital, wcześniej Bank of America. Jak już jesteśmy przy napojach – firma Grana, która produkuje słynną zbożową kawę Inka, jest od 1999 roku częścią niemieckiej firmy Grupa Cafea. Sporo zagranicznych inwestorów wkupiło się w polski rynek słodyczy. Pierwszą fabrykę czekolady pod nazwą Wedel otwarto już w 1851 roku w Warszawie. Od początku lat 90. Wedel przechodzi z rąk do rąk różnych międzynarodowych gigantów. W 1992 roku część akcji firmy sprzedano PepsiCo, później właścicielem był Cadbury, ale niektóre marki były produkowane przez Danone. W 2010 roku Wedla przejął najpierw Kraft Foods, a potem japońsko-koreański koncern Lotte Group. Krakowski konkurent Wedla – Wawel, jest w ponad 50% posiadany przez szwajcarską spółkę Hosta International AG. Inny producent pralinek Mieszko, po perypetiach z holendrami oraz nieudanym pobycie na giełdzie, został w 2014 roku przymusowo wykupiony przez Bisantio Investments, firmę litewskiego biznesmena zarejestrowaną na Cyprze. A znany wytwórca paluszków Lajkonik od 1993 jest własnością niemieckiej firmy Bahlsen.
Liderów polskiej branży spożywczej będzie można spotkać w gronie wystawców m.in. na październikowych targach „ANUGA” w Kolonii.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przewiń do góry